Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 262 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Welcome into my World

sobota, 21 listopada 2009 14:52

BLOG LITERACKI

Po długim okresie stagnacji, braku weny i inspiracji mam zamiar w nadchodzącym czasie dać się nieco porwać swojej pasji artystycznej.

Jeśli ktoś tu czasem zagląda, mam nadzieję, że zostawi jakiś ślad. Cóż bowiem bardziej motywuje do daleszej pracy twórczej, niż słowa konstruktywnej krytyki?Pisanie do szuflady ma swój urok, ale ja lubię dzielić się tym, co sprawia mi przyjemność.

Zagubiony w Labiryncie Kot

 

 

 

 

Savanah uśmiechnęła się opiekuńczo do Lirael.

- naprawdę nie wiesz, jak? sama to powiedziałaś...
Lirael patrzyła na Sav pytająco.
- ech.. - westchnęła niewolnica - trafisz do niego właśnie po tym, co pamiętasz. Dotyk, zapach... musiało być w tym coś charakterystycznego, wyjątkowa woń zaprowadzi cię do niego... Tylko ani słowa Godsmakowi... inaczej znów spędzę noc przykuta do zamkowych murów... - w oczach Sav pojawił się lęk.




Podziel się
oceń
0
3

komentarze (16) | dodaj komentarz

Rytuał cz. 1

sobota, 21 listopada 2009 15:30


    - Doskonały moment ??? - zdziwił się nieco wampir oparty o regał z książkami

    - Zupełnie nie wiem, w jaki sposób należy klasyfikować chwile na idealne do rozważań teoretycznych, a idealne do działań praktycznych. Raczysz mnie wpierw oświecić? I pozostaje pytanie, jakie rytuały Cie interesują - lekko wzruszył ramionami. Ogień płonący na kominku oświetlał jego twarz przyjemnym, ciepłym blaskiem.

    - Praktyka jest integralną częścią teorii. - powiedziała Sav i spojrzała na Morworna znad trzymanego w dłoni kielicha wina, usadowiła się wygodniej w fotelu.

    - Przeciwnie, moja droga - lekko odbił się ramieniem od regału i ruszył w stronę stolika, gdzie stała kryształowa karafka z winem i kryształowy kieliszek.

    - Teoria i praktyka są od siebie tak odległe, jak dwa przeciwstawne bieguny

    - Bieguny, choć przeciwstawne, zawsze znajdują się dokładnie na tej samej linii. Choć oddalone - są nierozerwalnie ze sobą związane...

Wampir westchnął.

    - A może zechcesz mi najpierw opowiedzieć o Magii Snu, bo tak się składa, że ja z kolei nie wiem nic o tej dziedzinie... - mówiąc, gestem zaproponował kobiecie dolewkę, po czym sam napełnił swój kielich.

    Zanim zorientował się, co się dzieje, Savanah stała juz za nim. Wykonała szybki ruch dłonią, Morworn, widząc to kątem oka, odwrócił się gwałtownie, ale Sav już tam nie było. Rzeczywistość rozmazała się tysiącem barw, zakręciło mu się w głowie, starał się za wszelką cenę utrzymać na nogach. Kiedy się wyprostował, stał na pustej przestrzeni, wiatr owiewał mu twarz zimnym podmuchem. Rozejrzał się dookoła. Zamek zniknął, regałów nie było. Savany też nie. Kiedy zatoczył łuk dookoła siebie, rzeczywistość znów się zmieniła, zaczął spadać z oszałamiającą prędkością. Mimo woli wydał z siebie krzyk, czuł, jak włosy porywa mu pęd powietrza... obrazy przeistaczały się bardzo szybko, naokoło niego zaczęły pojawiać się dziwne, zniekształcone istoty, o błoniastych skrzydłach, szponach i twarzach tak groteskowych, jak średniowieczne maszkarony. P rzelatywały obok niego z dzikim piskiem, niektóre parzyły się w powietrzu, eksponując to, co miały najdorodniejszego. Gdzieś za plecami Morworna wybuchł pożar. Języki ognia tańczyły dziko na jego twarzy. Wampir, świadom iluzji, zachował jednak zupełny spokój. Czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Kiedy się obejrzał, znów stał w swym pokoju. Ale nie przy regale. Obejmował Sav, a ta uśmiechała się dwuznacznie. Była naga. Patrzył na nią szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma, chwycił ją i oboje znaleźli się na podłodze. Kiedy ponownie otworzył oczy, znów leżał na podłodze. Sav siedziała w swoim fotelu tak, jak przedtem.

    - Chciałeś demonstracji - rzekła cicho. - Oto ona... - spokojnie upiła kolejny łyk wina.

    - Piękne, wspaniałe! Naprawdę jestem pod głębokim wrażeniem. -odrzekł Morworn, wstając z podłogi. - Nie sądziłem, że Magia Snu może być tak...realistyczna. - dodał, otrzepując lnianą koszulę i spodnie tegoż samego materiału. - Chcesz zatem, żebym opowiedział ci o Magii Rytuału. Zgoda, pod warunkiem jednak, że dowiem się, po co chcesz ją znać. - kontynuował sięgając po kielich wina i siadając na oparciu drugiego fotela. Upił odrobinę. - Chciałbym wiedzieć, do czego wykorzystasz wiedzę, jaką ci przekażę - dokończył i wyciągnął wolną dłoń w kierunku twarzy pięknej wampirzycy. Delikatnym, niemal ojcowskim gestem, przesunął palce po jej policzku.

Sav spojrzała spod przymrużonych powiek na Morworna, na jej twarzy pojawił się szelmowski uśmiech. Oczy stale biły fioletowym światłem, blaskiem magii snu, z której przed chwilą korzystała. Zagrała palcami na oparciu fotela i założyła nogę na nogę.

    - Zwykła ciekawość, badania nad istotą magii. Pociąga mnie to, czego nie znam. To, co nie jest wiadome... Wiem, ryzykowna gra... ale pochłania mnie bez reszty tak, jak płomień świecy, przyciąga ćmę... - wstała i podeszła  do okna, splatając dłonie z tyłu, za sobą, westchnęła cicho. - i uwielbiam len. I muślin. Śliczna ta mgła....

    Wampir jedną dłonią trzymał kieliszek, zaś druga dłoń, wolna, zwisała wzdłuż oparcia. Niby od niechcenia Morworn począł przebierać palcami tej wolnej dłoni... od niechcenia. a może jednak nie... Kiedy Savanah stanęła przy oknie i splotła z tyłu ręce, nic się nie wydarzyło. Jednak kiedy spróbowała się poruszyć, odkryła, że nie może nawet drgnąć. Szereg niewidocznych nici, tak cienkich i zarazem mocnych jak stal, krępowało jej ręce i nogi. Nici, doczepione niewidzialnych podstaw, ani drgnęły, gdy spróbowała pociągnąć mocniej. Była unieruchomiona, z rękami splecionymi za plecami.

Morworn niespiesznym krokiem podniósł się z fotela i podszedł do kobiety stając za nią na tyle blisko, by czuła jego ciepły oddech na szyi.

    - Pierwszą tajemnicą rytuału jest konieczność posiadania czegoś, co należy do ofiary. - gdy wypowiadał te słowa, jego dłoń znalazła się przed oczami Sav. Pomiędzy palcami wampira falował spokojnie czarny włos wampirzycy. Morworn mówił niemal szeptem, przykładając usta do jej ucha.

    - Druga tajemnica. Im bliższa osobie rzecz, tym rytuał silniejszy - jednocześnie przesunął po jej szyi opuszkiem palca, wyczuwając nieznaczne drganie, objaw, że pod palcem znajduje się tętnica... uważnie śledził ruch własnej dłoni, następnie zwrócił spojrzenie w kierunku twarzy kobiety.

Savanah stała spokojnie, niewzruszona, wpatrując się w dal i czując na skórze elektryzujące ciepło oddechu wampira.

    - trzecia tajemnica - powiedziała cicho - im silniej walczysz, tym czar mocniej cię pęta...

Sav nie walczyła.

    - Niektórzy twierdzą, że tak jest....- Na jednym z palców którymi gładził jej szyję pojawił się ostry jak brzytwa szpon - Prawda jest jednak nieco inna - pazur przesunął się wzdłuż szyi na obojczyki i dekolt kobiety. W pewnej chwili wampir przycisnął go nieco mocniej i szpon zagłębił się w jej ciele na kilka milimetrów. Stróżka krwi spłynęła z pomiędzy obojczyków. Morworn podniósł swoją zdobycz na wysokość oczu wampirzycy.

    - Prawda jest taka, że gdy oddasz magowi rytuału swoją krew, nie możesz się już obronić przed jego urokiem - dokończył zdanie. Zakrwawiony szpon skierował do swych ust, końcem języka zlizując te kilka kropel tak, by Sav to widziała.

    - Zawsze lubiłem azjatycką krew, ale Ty Savanah... jesteś nad wyraz smaczna. - skomentował lekko rozbawionym głosem.

    - Czegoś jeszcze chcesz się o rytuałach dowiedzieć...?

Savanah bardzo powoli odwróciła się, doskonale ukrywając ból, jaki sprawił jej Starszy Wampir. Na jej ustach dalej lśnił szelmowski uśmiech, a w oczach płonął fioletowy blask.

    - wszystkiego - wyszeptała.

Morworn uważnie się jej przyglądał. Wyraz jego twarzy nie zdradzał niczego. Jak zawsze. Zimny, nieodgadniony, tajemniczy... mroczny...

    - Dobrze - odrzekł w końcu. - Pokażę ci jeszcze jedną rzecz, musisz być tylko przez chwilę cierpliwa - dopił wino które jeszcze zajmowało jego kielich. Kiedy naczynie było puste ujął delikatnie dłoń Sav i wyprostował jej rękę. Palcami gładził skórę, koncentrując się na wewnętrznej stronie nadgarstka. Po chwili przesunął swoim szponem wzdłuż zlokalizowanych tam żył. Strumyk krwi popłynął żywo, spływając wprost do kielicha.

    - Magia rytuału wiąże się zawsze z ofiarą, a ta z bólem - wytłumaczył. Wampirzy metabolizm szybko poradził sobie z raną, jednak w krysztale zdążyło się już zebrać sporo życiodajnego płynu.

    - Jednakże nie tylko ból, ale i rozkosz jest domeną mojej dziedziny magii - mówił, prowadząc Savanah w kierunku fotela i gestem nakazując jej, by usiadła. Sam uklęknął na podłodze na wprost wampirzycy, krzyżując nogi. Dzieliły ich teraz jakieś trzy metry. Wampir zdjął z siebie koszulę i położył obok. Wyglądał dumnie, skoncentrowany, z jasnymi włosami kaskadami opadającymi na nagie, wyrzeźbione ramiona. Po chwili zanurzył palec we krwi wampirzycy i wprawnymi ruchami narysował na swoim ciele kilka skomplikowanych wzorów. Następnie naciął swoją dłoń i upuścił parę kropel do kielicha, mieszając je z krwią Savanah. Pod nosem mruczał jakieś formuły w języku tak zawiłym, jak rysunki, które zdobiły teraz jego szlachetne ciało. Gdy skończył, wypił zawartość kielicha, podniósł oczy i spojrzał na Sav. Kobieta poczuła, jak otula ją jakieś mistyczne ciepło, które na pewno nie pochodziło od ognia płonącego w kominku. Nie ruszając się z miejsca wampir wykonał ruch ręką i mimo, że dzieliła ich przestrzeń, wampirzyca poczuła na włosach jego dotyk. Zaraz po tym jej usta owiał jego ciepły oddech. Miała wrażenie, jakby obok niej znajdował się drugi, niewidzialny Morworn. Czuła jego łagodny dotyk na szyi, koniuszki palców muskające jej dekolt. Każdy jego oddech rozbijał się gorącą falą o jej skórę. I chociaż wampir siedział od niej spory kawałek, mogłaby przysiąc, że poczuła na szyi jego delikatny jak muśnięcie wiatru pocałunek...

    - Magia, cudowna i... niebezpieczna - Sav rozluźniła się. Nie stawiała żadnego oporu, wiedziała, czym to grozi. - Ból i rozkosz.... - szepnęła, a charakterystyczny uśmiech nie schodził z jej twarzy. Jej oczy znów zalśniły na fioletowo, co wybiło Morworna na ułamek sekundy z koncentracji. Wampir spostrzegł, jak krew, którą wymalował wzory na swoim ciele, zaczyna świecić tym samym, fioletowym blaskiem. Tego się nie spodziewał. Wampirzyca zaczęła wplatać wątki swojej magii w jego rytuał. Zamiast walczyć, połączyła oba rodzaje mocy. Wykorzystała swoją ofiarę krwi do wzmocnienia działania własnych czarów.

    - Kolejna tajemnica - wyszeptała nie wiadomo skąd wprost do ucha przystojnego wampira. - Zmanipuluj maga krwi tak, by myślał, ze krew jest zdobyczą, a nie darem. Wówczas to on będzie pod twoim wpływem...

Sztyletem nacięła mu skórę tuż nad łopatką i delikatnym pocałunkiem spiła odrobinę wypływającej z rany krwi...

Morworn nie protestował, nie starał się bronić. Widać Savanah miała inne plany, niż słuchanie o rytualnej magii. Nie chciał z nią walczyć.  Widocznie nie wiedziała, jakie ryzyko niesie za sobą picie krwi Starszego. O dziwo, sam nie do końca wiedząc czemu, nie wyciągał konsekwencji z tej bezczelności. Był ciekaw, co dalej uczyni wampirzyca, nie przerywał zatem działania czaru. Sprawił by czuła, jak otacza ją aura ciepła jego ciała. Poruszył dłońmi w powietrzu, by jego niewidzialny dotyk muskał jej ramiona i szyję. Wolnymi ruchami imitował, jak przeczesuje placami jej włosy na linii karku, jak odchyla jej głowę by zbliżyć do jedwabistej skóry jej szyi własne usta. W uszach wampirzycy zagrały ciche, melodyjne słowa, wyłaniające się jakby z mgły doznań, jakimi ją uraczył.

    - Savanah... Savanah... moja piękna...

Niewiele znalazło by się kobiet, które nie uległyby barwie tego głosu, muskane gorącym oddechem i czułym dotykiem Morworna.

    - to wszystko tylko gra... - westchnęła Sav, po czym wstała i odeszła od wampira,

wracając na swoje miejsce. Nie było to łatwe, ale mniej ryzykowne, niż pozostanie w jego pobliżu. Zlizała krew, która jeszcze perliła się jej na wardze. "Krew, za krew" - pomyślała, a blask jej oczu zupełnie zniknął. Wpatrywała się spokojnie w siedzącego na podłodze Morworna, przyglądała sie z zadumą jego sylwetce.

    - Twa Magia jest niezwykle... pociągająca. - rzekła po chwili. - Wiedz jednak, że tej nocy TO TY nie będziesz mógł spać spokojnie... - słowa Sav zabrzmiały to złowrogo, to jak obietnica niecodziennego doświadczenia. Dalej patrzyła na Morworna. Ten nie spuszczał jej z oczu a na jego usta wpełzł drwiący uśmieszek. Nie musiał nic mówić.  Doskonale wiedziała, że tej nocy i ona nie zazna spokojnego snu...


***************************************************


Stało się tak, jak przepowiedziała Savanah. Morworn zbudził się tuż przed wschodem słońca, leżąc na podłodze swojego gabinetu. Ostatnie smugi nocnego nieba zaznaczały się ciemną smugą na horyzoncie. Na stoliku, obok karafki, stał kryształowy kielich do połowy wypełniony winem. Wampir uniósł się na łokciu, następnie powtórnie opadł na dywan. Jego oczy przybrały lodowaty wyraz. Zagryzł wargi w wyrazie bezsilnej wściekłości. W komnacie oprócz niego nie było nikogo. Nie dawno jeszcze była tu, stale czuł woń jej ciała, unoszącą się w powietrzu... ciała, pachnącego piżmem i opium. Wtedy to zrozumiał. Wszystko, co wydarzyło się tej nocy, cały rytuał, całe spotkanie, odbyło się na granicy jawy, gdzieś w świecie snu. Czar Savanah był wyjątkowo potężny, jak na tak, zdawałoby się, młodą wampirzycę.

Morworn czuł się upokorzony. Czuł, jak wzbiera w nim gniew, jak krew płonie żądzą mordu. Zacisnął pieści, kły wyrżnęły mu się z dziąseł. Wiedział już, jak ją ukarać.

    - Savanah... Savanah... - szepnął lodowatym tonem.


***************************************************


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (14) | dodaj komentarz

Rytuał cz. 2

niedziela, 22 listopada 2009 0:31

Savanah wyszła z komnaty Morworna po tym, jak wprowadziła go w trans. Jej oczy lśniły fioletowym światłem, ona sama poruszała się sennie, jak zamkowa zjawa.

Starszy Wampir chciał się dowiedzieć czegoś o magii snu? - dowie się. Nawet się nie domyśla, jakie daje możliwości. Magia ta ma jednak swoje ograniczenia. Mianowicie ofiara czaru MUSI spać... a wprowadzenie tak potężnego wampira, jakim był Morworn, w sen, było nie lada wyczynem i przyszło drobnej wampirzycy z ogromnym wysiłkiem. Jeszcze trudniejsze było utrzymanie tego stanu. Musiała znaleźć spokojne miejsce, by dalej kontynuować trans. Ponieważ jej ofiara była wyjątkowa, nie mogła oddalić się od niej na większą odległość. Udała się zatem do komnaty na niższym piętrze i tam usadowiła się wygodnie w fotelu. Skoncentrowała się.

**************************************************

    - To wszystko tylko gra... - powiedziała, niby we śnie, niby na jawie, dążąc do tego, by spokojnie zakończyć sen Morworna. Wiedziała, że gdy ten zrozumie, co uczyniła, będzie jej grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Pojęła to w trakcie rytuału, jaki ten odprawił w swojej komnacie. Zdawała sobie sprawę, na jak szaleńczy gniew się naraziła. Nie wiedziała jednak, czemu to uczyniła, co ją pociągało w tym poczuciu zagrożenia, w tej niebezpiecznej i dumnej aurze, jaką roztaczał dookoła siebie starszy wampir. Nie była pewna, czy powinna uciekać, czy pozostać.
    - Uciekać - wyszeptała do siebie, gdy zakończyła wizualizację - niech ma trochę czasu na ochłonięcie z emocji... przyda mu się to.
Była potwornie zmęczona długotrwałą koncentracją, pot perlił się jej na czole, miała zawroty głowy, utrzymanie się na nogach opłaciła dużym wysiłkiem. Opuściła komnatę i plątaniną okrężnych schodów podążyła do głównej bramy zamku. Ciężkie, żeliwne wrota, na których wykuto demoniczne bestie, tak piękne jak groźne, otworzyły się przed nią, gdy podeszła bliżej. Wyjęła swój flet i odegrała na nim znajomy ton. Pod bramą wieży po chwili pojawił się jej mechaniczny rumak, Astaroth. Nie bez trudności dosiadła go.
    - Zabierz mnie do domu, z szybkością ciemności... Prędko, nim Morworn się zbudzi, nie mamy wiele czasu... - powiedziała i w szaleńczym pędzie zniknęła za horyzontem.
Gdy Morworn doszedł do siebie, Savanah nie było już w jego zasięgu.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Rytuał cz. 3

poniedziałek, 23 listopada 2009 0:26
Stary wampir długo siedział w swoim gabinecie. Kotary w oknach były opuszczone, choć zabójcze słońce już dawno przestało świecić. Przesuwał dłonią po czarnej skórze oparcia fotela i myślał. Wściekłość powoli mijała, jej miejsce zajmowała lodowata złość. Ostatnia, która poznała ten rodzaj gniewu Morworna, Aya, wcale nie była z tego powodu zadowolona. Trudno było go doprowadzić do stanu, w którym morderczo zimna kalkulacja wkradała się do jego umysłu, lecz, jeśli już się to komuś udało, mógł być pewien, że nie będzie mu łatwo uzyskać przebaczenia. W pierwszej chwili szału wampir chciał gnać za Savanah i rozerwać jej gardło. Teraz jednak podszedł spokojnie do okna, smukłą dłonią odsunął kotarę i począł wpatrywać się w ciemność. Wiedział, że gdzieś tam wampirzyca ratuje właśnie swoje życie. - Czasami śmierć jest lepszym wyjściem - wymamrotał pod nosem książę. Wezwany mentalnym rozkazem sługa zjawił się w pokoju. - Osiodłaj konia - rozkazał krótko. Sługa, który zazwyczaj rozmawiał ze swym panem dość swobodnie (Morworn wolał by tak było) teraz zniknął za drzwiami bez słowa, przytłoczony aurą, jaka otaczała jego pana. Kilkanaście minut później samotny jeździec opuścił zamek. Nie spieszył się, miał dużo czasu, by przygotować małą niespodziankę dla nieokrzesanej wampirzycy. Wolnym kłusem kierował się na pustynię i dalej w stronę bram miasta, by rozerwać kilka nieszczęsnych istot i w ten sposób zaspokoić głód. Powrócił do swego zamku na pozór tak, jak każdego innego dnia. Zsiadł z konia i powoli ruszył w stronę głównych schodów. Coś jednak różniło ten jego powrót od wcześniejszych. Żaden ze służących nie ośmielił się wyjść mu na spotkanie, co zazwyczaj było tu normą. Żaden z nich nie był jednak głupcem, wszyscy znali swego pana i wiedzieli doskonale, kiedy lepiej schodzić mu z drogi. - Aleksander - Morworn nie podnosił głosu, mówił spokojnie, prawie do siebie, miał pewność, że i tak każde jego polecenie zostanie wykonane - Zejdź do podziemi, wybierz odpowiednich kandydatów i przygotuj mi kąpiel. - Zakomenderował. Sługa lekko zbladł na te słowa, kąpiel bowiem oznaczała że wampir zamierza przez kilka godzin leżeć w ludzkiej krwi, zbierając w ten sposób energię. - Dominiku, uprzątnij salę na północnej wieży i dopilnuj, by nie zabrakło mi barwników. - Drugi sługa pognał pędem do pracowni sprawdzić, czy aby na pewno wszystkie fiolki, szkatułki, słoiczki i inne pojemniki zawierające odczynniki magii rytualnej są pełne. Morworn usiadł na fotelu koło kominka, gdzie wesoło strzelały płomienie. W jego pałacu w kominkach zawsze palił się ogień. - Vera, przynieś mi butelkę dobrego wina, powiedzmy rocznik 63...- wydał kolejne polecenie i natychmiast jedna ze służek zniknęła za kolumną. Wampir nie lubił niedociągnięć, kiedy odprawiał rytuał. Każdy błąd w przygotowaniach sprawiał, że musiał wszystko zaczynać od początku, a tego wręcz nienawidził. Mógł zatem napić się wina, słudzy musieli mieć czas, by wszystko idealnie przygotować. Za jego fotelem zjawił się stary, lecz krzepki mężczyzna. Był to Abazigal, najstarszy i najbardziej zaufany ludzki sługa Morworna. - Która księgę, panie? - zapytał. - Czwartą, Abazigalu. - Widzę że ktoś musiał Panu bardzo zajść za skórę... - ukłonił się.

***************************************************

Pędziła przez ciemną pustynię. Kopyta Astarotha uderzały o piaszczystą ziemię, wzbudzając tumany kurzu. Powiew wiatru na twarzy... zapach nocy... lecz czas jakby stanął w miejscu, jakby w ogóle przestał istnieć. Nie było minut, godzin... Jedynym, co pamiętała było to, że gnając z nieprawdopodobną szybkością zaczęła zsuwać się z grzbietu konia. Później była już tylko ciemność. Savanah nie powróciła do siedziby Dance Macabre. Działo się tak, że bez słowa znikała na kilka dni, ale tak długotrwała cisza zaczynała być podstawą do niepokoju. Godsmack odchodził od zmysłów. Nerwowo krążył po salach własnego zamczyska, zaglądał do komnaty Sav. Nigdzie nie odnalazł jednak żadnej wiadomości.

***************************************************

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Rytuał cz. 4

wtorek, 24 listopada 2009 0:25
    Resztę wieczoru Starszy Wampir spędził na odpoczynku. Zszedł do swojej łaźni, gdzie wziął relaksującą kąpiel. Usługiwały mu piękne niewolnice, masowały jego umięśnione ciało, nacierały specjalnymi olejkami skórę. Na rozkaz władcy przygotowano odpowiednio sypialnię, wysprzątano każdy kąt pomieszczenia, łoże zaopatrzono w świeżą, atłasową pościel. Wszystko po to, by Morworn mógł wypocząć przed czekającym go wydarzeniem.
Kiedy pierwsze promienie Słońca, obwieszczające następny dzień, pokazały się nad linią horyzontu, książę wydał rozkaz do rozpoczęcia rytuału. Potrzebował ogromnych ilości mocy, tak wielkich, jakich normalnie w sobie nie gromadził. Rytuały czwartego stopnia były najsilniejszymi, jakie można było wykonać bez zgody królowej. Oczywiście tyczyło się to czasów, kiedy królowa jeszcze istniała. Wampir zszedł do najgłębszej piwnicy swego zamku. Znalazł się w niewielkim pomieszczeniu, pośrodku którego, w posadzce, znajdowało się owalne wgłębienie, do którego prowadziło osiem wyciosanych w czarnym marmurze stopni. Wypełnione ono było słodką, aromatyczną krwią. Ze specjalnych rynien jeszcze spły wały ostanie krople życiodajnej substancji. Nad tą komnatą znajdowała się inna, wyjątkowa... Umieszczonych w niej było osiem sarkofagów. Zamykano w nich niewolników, którzy przebici tysiącem ostrzy oddawali władcy swoją krew. Całą krew... Abazigal sam dobierał ofiary. Silnych, zdrowych mężczyzn, najpiękniejsze kobiety, osoby z wyżyn społeczności ludzkiej, niezwykle utalentowanych, wszystkich ponad przeciętność. Właśnie wynoszono ostatnie ze stu dwudziestu czterech ciał poświęconych Morwornowi. Wampir zsunął z ramion okrycie. Stał nagi, oświetlony przez pojedyncze świece, delektując się zapachem unoszącym znad zagłębienia. Postąpił krok do przodu i powoli postawił swoją stopę na pierwszym stopniu prowadzącym do basenu. Aż zadrżał z podniecenia. Poczuł jak setka dusz tłoczy się wokoło. Spokojnie zanurzał się w kąpieli. W końcu cały wyciągnął się w zagłębieniu, smakując nieprawdopodobną rozkosz, z jaką krew przenikała jego skórę. Leżał tak aż do zmroku. Kiedy wyszedł, basen był pusty, a na ciele wampira pojawiły się czerwone tatuaże, tak skomplikowane, że aż ciężko było na nie patrzeć. Pokryty był plątaniną kolczastych pnączy i języków ognia, z pomiędzy których wybijały się przeróżne symbole w starej, wampirzej mowie. Aura wokół niego była gęsta od magii. Teraz zwykła służba nie mogła się już do niego zbliżać, ludzie nie byliby w stanie znieść tej emanacji, choć Morworn utrzymywał ją na najniższym poziomie.
Po kąpieli zarzucił na siebie przygotowane wcześniej przez Abazigala białe spodnie i biały, długi płaszcz z jakiejś niezwykle delikatnej tkaniny. Obie te rzeczy pokryte były wzorami przypominającymi te na ciele wampira, choć nieco mniej skomplikowanymi. Tak przygotowany ruszył dalej. Przeszedł podziemiami zamku do skarbca. Z całej służby tylko Abazigal miał tu wstęp, mógł też zdjąć pierwsze zabezpieczenia z najważniejszych pomieszczeń. Teraz wystarczyło tylko przejść przez drzwi... Lekki uśmiech i błysk w oczach towarzyszyły wampirowi, kiedy zobaczył skrzynię. Całkowicie odlana ze srebra, z kilkoma ciężkimi zamkami... Jej boki i wieko pokrywały przerażające płaskorzeźby demonów. Niemal na każdym centymetrze skrzyni wyryto cieńszym niż milimetr dłutem runę ochronną. Wszystkie razem, łączyły się w zaklęcie, które swoją mocą mogło spętać nawet starszego wampira. Abazigal podał Morwornowi klucze i po chwili wieko kufra uchyliło się. Na dnie leżała księga. Jej oprawa wykonana była z dwóch płyt czarnego kamienia. Niewielu geologów mogło się poszczycić wiedzą wystarczającą choćby do prób zidentyfikowania tegoż minerału. Na okładce wyrzeźbiono jeden symbol. Runę starszej mowy wampirów, runę, która znaczyła "Ziemia".  Wampir ujął księgę i ruszył z powrotem do swych komnat. Zamknięcie skarbca pozostawił Abazigalowi. Piął się schodami w górę. Droga była długa, wiodła bowiem z najniższych lochów pałacu do pracowni znajdującej się na najwyższej z wież zamku. Kiedy w końcu otworzył drzwi, owiał go przyjemny zapach tysięcy substancji... Rozejrzał się dookoła. "Widać niczego nie brakuje, ludzie spisali się wyśmienicie..." Ustawił księgę na metalowej podstawie, położył ręce na jej okładce i zaczął inkantacje. Trwało to blisko godzinę, ale otworzenie księgi nigdy nie należało do łatwych zadań. W końcu magiczne pieczęcie z lekkim sykiem otworzyły się, pozwalając na studiowanie zawartości, której chroniły od tysięcy lat. Wampir kartkował strony w poszukiwaniu odpowiedniego rytuału. Wiedza w księdze zebrana była owocem pracy pierwszych pokoleń wampirów, zawierała setki zaklęć, dawała dostęp do niewyobrażalnej mocy. Wampir jednak wiedział, czego chce. Szukał jednego, konkretnego rytuału. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że karty w księdze zmieniały swoje położenie, trzeba było umieć ją czytać i być w tym bardzo uważnym, w przeciwnym razie mogło się stracić nie tylko życie...
Kiedy odnalazł odpowiednie zapiski, rozpoczął pracę. Spędził dwa kolejne dni na przelewaniu, mieszaniu, oddzielaniu, odparowywaniu, podgrzewaniu i łączeniu kolejnych odczynników. Praca ta wymagała wyjątkowej precyzji. Różnica choćby miligrama jakiejś substancji mogła zmienić działanie specyfiku, a konsekwencje tego mogły być straszne. Historia rodu Morworna znała liczne przypadki zaginięć członków studiujących księgę. Kilka razy trzeba było przebudować zamek... Wreszcie, po dwóch dniach, kilkanaście różnych substancji znajdowało się w osobnych mieszkach lub flakonach. Każda dokładnie opisana i zamocowana do specjalnego pasa, który otaczał biodra starszego wampira. Został już tylko ostatni etap. Wampir zabrał księgę i przeniósł się do kolejnego pomieszczenia... właściwie, prawie pomieszczenia. Wyszedł na szczyt wieży. Płaska platforma otoczona blankami miała około 10 metrów średnicy. Na jej krawędziach w równej odległości znajdowało się jedenaście pochodni palących się czarnym płomieniem. Wampir otworzył księgę i ponownie przystąpił do pracy...
    Pięć dni Morworn pracował bez snu, bez wypoczynku, bez jedzenia i picia, nad ostatnim elementem. Magiczna zasłona chroniła szczyt wieży przed Słońcem, deszczem i wiatrem. Żaden sługa nie miał prawa choćby zbliżyć się do podstaw konstrukcji. Klęcząc na ziemi wampir pokrywał posadzkę rysunkami. Malutkimi piktogramami, runami i wzorami dokładnie opisanymi przez księgę. Zerkał co chwilę na jej karty, by upewnić się, że w niczym się nie pomylił. Praca była żmudna, wymagała perfekcji jeszcze większej, niż przygotowanie barwników, nad którymi ślęczał w laboratorium. Każda linia, każda kropka i plama musiała być na swoim miejscu... Teraz jednak Morworn patrzył z dumą na swoje dzieło.  Stał na środku platformy a dookoła niego rozciągał się misterny rysunek. Największy jego pojedynczy element miał wielkość średniego talerza. Teraz wreszcie mógł rozpocząć swoja zemstę. Po środku wzoru znajdował się krąg, w którym leżała już księga. Dookoła kręgu znajdowało się kilkanaście mniejszych. W ich wnętrza wpisane były symbole określające różne stany lub zachowania. Każdy z mniejszych okręgów podzielony był na strefy symbolizujące nasilenie uczucia czy stanu, wpisanego w jego wnętrzu. Im bliżej środka, tym odczucie silniejsze. Morworn usiadł w środkowym kręgu, zaraz obok księgi. Otworzył ją na odpowiedniej stronie i kolejną godzinę spędził na inkantacji, po tym czasie na stronach zmaterializowały się dwa sztylety. Jedno ostrze srebrne, drugie z czarnego, połyskliwego metalu, oba oprawione w kość słoniową i pokryte runami tak małymi, że wręcz ciężko było je dojrzeć... Morworn naciął sobie dłoń. Krwią z rany kilkoma wprawnymi ruchami stworzył na szczycie środkowego kręgu podobiznę wampirzycy i podpisał ją "Savanah"....

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

wtorek, 23 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  22 187  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Ulubione strony

Abney Park

Arkona

Beauty of Gemina

Depeche Mode

Eden House

Faun

Hurts

Irfan

Jelonek

Muzyka

Polly Jean Harvey

Taniec

Galerie

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O mnie

Jak kot w labiryncie
Stawiam łapy swe

Jak cień psychodeliczny
I na jawie śnię

Statystyki

Odwiedziny: 22187

Lubię to